Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

Azis rozkazał mu pochodnią wypalić oczy, które widziały zbyt wiele; człowiek ten stary miał dwa rozżarzone krwią węgle w miejscu, gdzie były oczy i niemi patrzył, spojrzeniem swem okropnem oblewając jak strugą krwi. On jeden stał niemy i on jeden nie darł włosów palcami, drgającemi w szaleństwie bólu. Oparł się na czyjemś ramieniu i, wstąpiwszy na głaz, stanął nagle ponad tłumem i dziwnym, przejmującym głosem zawył jak wilk, albowiem nie było w głosie tyrn odezwu ludzkiego serca, które uczy człowieka słodyczy mowy. Usłyszał go tłum mimo ryku burzy i podniósł na niego oczy, zalane łzami.
A człowiek ten, ręce w górę podniósłszy, jakby je do krzyża przybić miano, wołać począł głośno i strasznie, aby go usłyszano nawet w oddali; każde jego słowo podobne było potężnemu uderzeniu młota, kiedy płatnerz bije w rozpalone żelazo pancerza.
Wołał:
— Módlcie się, aby przyszła śmierć...
— Ohe! — jęknął tłum.
Grom uderzył w tej chwili z hukiem tak wściekłym, xe im ziemia zadrżała pod stopami, a jęk ich rozpłynął się w burzy...
— ...Lecz nie przyjdzie, bowiem


Strony: