Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

bólu, gdy wichr jak pług straszliwy biegł po niem i wyorywał bruzdy, a burza, jak siewca, siejący nieszczęście, szła za nim powoli, wielkiemi krokami i rzucała pioruny w odwalone skiby fal.
Ohe! jak straszliwe było cierpienie morza!
W tej chwili krzyknął ktoś przeraźliwie w ludzkiej gromadzie, omdlałej na wybrzeżu: oto ciężka, wielka kropla dżdżu padła na twarz któregoś z cierpiących, a on mniemając, że to łza spłynęła mu wreszcie z pod powieki, otworzył z krzykiem swe serce, bowiem tylko łzy przywieść mogą do życia duszę ludzką, zamarła w szaleństwie bólu. Krzyknął, jak człowiek co się nagle obudził i oto błogosławione, dobre, choć z krwią pomieszane łzy poczęły im płynąć z oczu i nagle wielki szloch zmieszał się z łkaniem morza i z przeciągłym żałosnym płaczem cyprysów, z graniem szklanych deszczowych strun i wyciem wichru, bijącego w nie wściekłą dłonią jak w struny niezmiernej harfy.
Ohe! Jak straszliwe było cierpienie tych ludzi
Szaleństwo się rozprzęgło na ziemi i na niebie.
Był jednak człowiek, który w tej chwili nie płakał, albowiem niewiele dni temu król


Strony: