Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

czeluść; za chwilę trysnęła fontanna ognia gdzie indziej, potem dalej i jeszcze dalej, aż się cała przystań zalała ogniem, lejąc krwawy poblask na fale, które, wzburzone i jakby przerażeniem wzdęte, poczęły gasić nierozumnie słupy ognia, płonące w wodnej czeluści, łamiące się po uderzeniem fal na tysiące części; zaś na ich grzbietach, pokrytych krwawą pianą, jaką wyrzuca z pyska koń, zagnany na śmierć, szaleć począł pożar tak straszny, że się płat nieba zakrwawił, a morze hucząc z przerażenia, tłuc poczęło falą o brzeg jakby uciec chciało na ziemię przed tą nawałą ogni chwytającą wężowemi, kosmatemi od płowego dymu łapami płomieni, cudne, śnieżne statki, drzemiące na fali i śniące o dalekich wyspach.
Jak niebotyczna sosna płonął olbrzymi maszt galery, która setką wioseł drąc fale, przybyła przed nocą; płonęły łodzie, strojne w białe żagle, jak w motyle skrzydła, statki kupieckie, odęte worami zboża, brzuchate galery, dźwigające w przepaścistem wnętrzu błamy purpury i złoty kruszec, okręty wspaniałe, w wojennym czasie wiozące niezliczone hufce ku zagładzie obcych ziem, rybackie


Strony: