Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

/> A kiedy nadeszła noc i miasto, ukołysane szumem morza, do snu legło, wyszedł król Azis z cienistych komnat, gdzie przepędził skwarny dzień i zszedł w miejsce, skąd miał widok na swoja stolicę. — Wśród mroku nocy dojrzeć można było gorejące jego oczy i plamę twarzy, podobnej pośmiertnej masce z wosku. Patrzył na miasto i czekał; oczy wytężył i, oparłszy się o balustradę, stał niemy jak posąg i nieruchomy, zastygłszy w niezmiernym swym lęku, czekając, jak się jego lęk ulęknie śpiące miasto.
— Strzeżcie króla Azisa! — doleciał go z oddali krzyk, podobny raczej do smętnego wycia psa, takim przeciągłym i dziwnym zabrzmiał jękiem.
Król Azis głowę wtulił w barki, płaszczem się szczelniej owinął i jeszcze bardziej wzrok wytężył; dolna warga zwisła mu nisko i drżała, jakgdyby wielki król cierpiał w chłodzie nocy. A oto drgnął i trząść się nagle począł cały, jak liść. Daleko w dole, w ciemnej otchłani nocy, wiszącej nad wodami, buchnął ogromnym słupem płomień, jakgdyby dziwnym cudem wytrysnął z wody, a im wyżej w górę się wznosił, tem niżej w tymsamym czasie zapadał w morską


Strony: