Król Azis
Autor: Kornel Makuszyński
śmierć w tej chwili przysięgał miłowanej do obłędu córce i Azisowej, księżniczce Minoe za to, że ją widział nagą...
A kiedy przyszli z królem Azisem na terasę, skąd widać było śpiewające tysiącem błysków cudne nadmorskie miasto, rzekł mu król:
— Oto ci je oddaję, abyś je przywiódł do szaleństwa. Odejdź!
Wódz przyłożył rękę do czoła i przyklęknął na prawem kolanie, potem bez słowa, chmurny jak nawałnica, co się wtacza nad obfitość i bogactwo urodzajnych pól, począł schodzić ku miastu, kuszącemu gwarem i szumem, brzęczącemu, jak pyszny ul, szemrzącemu jak gaj pomarańczowy, radosny słońcem, rozśpiewanemu jak gromada beztroskich młodzieńców, co ku winnicy zdąża, ująwszy krzepko dziewki pod ramiona.
Tysiąc białych statków obsiadło błękitną przystań, jak stado białych mew, co zapadło na skały; wielka galera w tej właśnie godzinie przybiła do brzegu, z dalekich przybywszy mórz, i zdawało się, że jak zmęczony bachmat rycerski, co zdala przybieżał, bokami szybko robi, oddychając z trudem, niezmiernie znużona.
Wódz wszedł w miasto i tonął w jego rozgwarze...
Strony:
A kiedy przyszli z królem Azisem na terasę, skąd widać było śpiewające tysiącem błysków cudne nadmorskie miasto, rzekł mu król:
— Oto ci je oddaję, abyś je przywiódł do szaleństwa. Odejdź!
Wódz przyłożył rękę do czoła i przyklęknął na prawem kolanie, potem bez słowa, chmurny jak nawałnica, co się wtacza nad obfitość i bogactwo urodzajnych pól, począł schodzić ku miastu, kuszącemu gwarem i szumem, brzęczącemu, jak pyszny ul, szemrzącemu jak gaj pomarańczowy, radosny słońcem, rozśpiewanemu jak gromada beztroskich młodzieńców, co ku winnicy zdąża, ująwszy krzepko dziewki pod ramiona.
Tysiąc białych statków obsiadło błękitną przystań, jak stado białych mew, co zapadło na skały; wielka galera w tej właśnie godzinie przybiła do brzegu, z dalekich przybywszy mórz, i zdawało się, że jak zmęczony bachmat rycerski, co zdala przybieżał, bokami szybko robi, oddychając z trudem, niezmiernie znużona.
Wódz wszedł w miasto i tonął w jego rozgwarze...
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140