Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

szło przed nim widmo księżniczki Minoe, nagiej, lśniącej, jak słoniowa kość, podającej obłąkanym jego oczom na pastwę swoje piersi, okrągłe i wznoszące się lekko z oddechem; kiedy ją (zda się) ujrzał nagle, przy marmurowej stojącą kolumnie i wyzywającą go niespokojnem, ledwo widnem drżeniem ud, krew zalała mu oczy, ruchem szybkim jak błyskawica dobył miecza z pochew i uderzył.
Szczęknęło żelazo, a kamień snop iskier rzucił mu w oczy. Byłby zabił Minoe, gdyby jej pierś prawdę błysnęła mu przed oczyma: oto raz ją ujrzawszy w gronie stu niewolnic, bez drgnienia na twarzy stojącą przy boku króla Azisa, zapragnął jak mąż pragnie kobiety, zaś teraz pragnął jej tysiąckroć razy więcej, aby ją mógł wlec po ziemi za włosy chwyciwszy, albo jej kazać, uwiązanej do siodła, biec za koniem.
Och, jak bardzo jej pożądał, miłując tą śmiertelną miłością, która jest zemstą za nic i za wszystko: za to omdlenie oczu, patrzących w nieznane, za uśmiech wiedzący rzeczy tajemne, za tę piękność, która śmierć zadaje.
Szaleństwo chwyciło go szponem za włosy, w przepaść ciągnąc. Wódz króla Azisa


Strony: