Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

krynica pory letniej spieki. Mówił król Azis:
— Idzie tu jak łania, mniemając, iż jej nie dostrzega oko łowca. Najpiękniejsza z pięknych, piękniejsza niż bóstwo, albowiem bóstwo jest umarłe... Siedm galer pełnych purpury i złota chciał mi dać za nią Sorosis, którego głowę mi przyniosłeś, owiniętą w palmowe liście... Czemu ważył się myśleć o Minoe, córce króla Azisa?... On jest jeden i ona jedna... Psami kazałem wyszczuć posłów króla Tabu, który jej pożądał, bowiem łasili się jak psy, prosząc o nią... Chciał mi dać za nią dwa rubiny tak wielkie, jak jej dziewicze piersi...
Oto się zbliża Minoe! Zakryj dłonią oczy, albowiem możesz umrzeć, a wiesz, jak bardzo cię miłuję...
Oczy wodza gorzały jak dwa ognie, jakby był wśród bitwy i sępim wzrokiem wypatrywał śmierci.
Księżniczka Minoe szła powoli wśród kwiatów, przed siebie dziwnie patrząc, jakby nie wiedziała dokąd idzie. Oto te oczy musiały widzieć rzeczy, których niema, albo też umarłe, bowiem nie było w nich nic żywego. Bez barwy były, jako rzekł król Azis, nieruchome i podłużne; z oczu takich płyną łzy zatrute.


Strony: