Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

Serce twoje puka zbyt głośno, połóż na niem dłoń, każ mu skonać... Minoe idzie!... Jej jednej obawia się moja pantera, nie mogąc znieść jej oczu... Widziałeś oczy Minoe? Są bez barwy i bez dna... Przed takiemi oczyma biegnie zawsze śmierć, wołając, by z drogi zszedł każdy, kto nie jest nieśmiertelny... Oprzyj się na mojem ramieniu, czemu się słaniasz? Widziałem, jak na koniu skoczyłeś przez przepaść... Czemu drżysz, jak niewolnik, któremu krew trysnęła z grzbietu? Wódz nie drżał już; blady był tylko, jak posąg marmurowy w królewskim ogrodzie, wyobrażający bohatera i ciężkie „krople potu spływały mu powoli ze skroni; ręka ścisnął kurczowo głownię miecza i dyszał szybko. Król Azis stanął poza nim, niemal w ramiona go ująwszy, jakby się obawiał, że za chwilę wódz jego do stóp mu może runąć, jak wysokopienna sosna, podcięta u korzeni. I tak poza nim stojąc, królewską swą głowę do jego przybliżywszy głowy, mówił do niego głosem tajemnym, cichym, złym i kuszącym, a każde królewskie słowo obejmowało wodza wkoło jak waż i pięło się ku jego gardłu, które wyschłe było w tejże chwili, jak


Strony: