Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

kwiatów otoczyło czarę i patrzyło w jej toń leniwą i poważna tysiącem barwnych oczu, cichych i niezdziwionych, jakby zamyślonych głęboko. Woń tych kwiatów była jak wiew śmierci, a one same były jakby chore, jakby dziwne, opite ciężką wonią własną, senne niezdrowym snem, wiszącym jak parna chmura. Chłodziła je fontanna, odwlekając pyszne, ciche konanie z przesytu; jaśniały tedy senne, cudem barw wielbiąc śmierć własną, jakby z własnej wywołaną duszy, z głębi kielichów, wielkich jak kryształowe czary na królewskim stole, lub drobnych jak konchy uszu królewny Minoe; wiotkich jak słowa kochanka, albo też ciężkich i mięsistych, jak krwawe wargi niewolnicy z piaszczystej pustyni; drżała ponad niemi w tumanie zapachów ogromna pycha bogactwa, tęcze od nich biły, kłębiąc się jak węże.
Dziwne krzewy przywiezione z zamorskich puszcz, karłowate i nędzne, rosły rzędem, czając się złośliwie i podstępnie u stóp palm wyniosłych jak nędzny karzeł, co się czołga u królewskich nóg i szepce, dziwne swa brzydota, od której oczu oderwać nie można.
Między te krzewy powiódł król Azis swego wodza i, stanąwszy


Strony: