Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

jeśli nie ręka, to oczyma pchnę głownię, a miecz dowódcy znajdzie serce swego pana. Nie chcę widzieć twojej krwi — musi być biała, jak mleko brodatej kozy.
— Panie! — jęczał dowódca.
— Nie tyś chyba zwyciężył na wyspach, które kto inny we krwi zatopił. Jakże mógł zwyciężyć człowiek, co zadrżał, ujrzawszy samą myśl tylko. Trwoga ci bluznęła w oczy krwią? Głupcze! Niema trwogi na ziemi... Powiedz, że niema! Co jest lęk? Słowo... Niema trwogi... Oo!... Niema... I krwi w tobie niema, bo gdybyś ją miał, czy spłynęłaby ci z twarzy, kiedyś usłyszał, że król Azis daje ci córkę, abyś ja posiadał? Czy wiesz, co straciłeś, głupcze? Dowódca twarz ukrył w dłoniach i łkał głośno, jakby to nie był ów straszliwy mąż, co koniem wpław przepływał przez rzeki krwi, szukając obłąkanemi oczyma człowieka, co żył jeszcze w gęstwie trupów.
Król Azis patrzył na niego z podełba, niespokojnym wzrokiem. Potem, jakby mu nagle myśl jakaś objawiła swa tajemnice, chwycił za rękę zbrojnego męża i rzekł mocno: — Pójdź za mną!
Dowódca się ocknął i szedł za królem z głową na


Strony: