Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

skomlisz? — zadrwił król Azis tym głosem, co się za chwilę rozsierdzi i sztyletem ostatnie swoje wypowie słowo. — Czemu skomlisz jak pies, który ujrzał lwa i uciec chce podle? Po coś tedy podnosił swój miecz, żelaziwo nędzne, któremu przystoi chłeptać z kałuży śmierdzącą wodę, a nie pić krew, podobną winu?
— Abyś nim uderzył, królu Azisie — wyrzekł jakby stekiem dowódca; w tejże chwili miecz ku sobie obrócił, ostrze przytknął w tera miejscu, gdzie serce uderzało w nim jak na trwogę i, kierując miecza rękojeść ku Azisowej wiotkiej ręce, szeptał:
— Abjyś nim uderzył, królu Azisie! Uderz pod ostrzem czuję serce.
Król Azis spojrzał mu głęboko w rozszerzone oczy.
Mówił:
— Gdyby cię w tej chwili ujrzał ten głupiec, który spisuje moje słowa i wśród skwaru po polu bitwy za mną chodzi, aby widzieć każde cięcie mego miecza, rozgłosiłby twoja sławę, sadząc, iż chcesz zginąć dla króla, który cię umiłował. A oto ty chcesz zginąć dla szaleństwa, które cię umiłowało... Słyszysz?... Odejmij ostrze od piersi, gdyż dłoń moja jest niespokojna, odejmij powiadam, gdyż


Strony: