Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

całował jego stopy, obute w purpurowe, złotem szyte sandały. Miał usta pełne słów, lecz nie mógł wypowiedzieć żadnego, jęczał tylko jak człowiek, na którego padnie ciężar.
A król Azis pochylił się nad nim i szeptał:
— Za to uczynisz to, co ci każę.
Pochylił się ku niemu, nisko, tak, że zeschłe wargi niemal do ucha mu przytknął i począł szeptać; dowódca słuchał chciwie, lecz kiedy dziesiąte słowo wyszeptał król Azis, twarz zbrojnego męża zbladła śmiertelnie, a oczy jakby krzyknęły straszliwem spojrzeniem obłędu.
A król Azis palce mu wpił w ramię i jeszcze głębszy i okropniejszy szept w mózg mu wgniatał.
— Panie! — zakrzyknął dowódca. Podniósł się król Azis, oddychając szybko, jakby po wysiłku.
— Czemu zawyło tak twoje serce? — zapytał. Dowódca podnosił szybko i zniżał powieki, jak człowiek, którego raził z nagła żar błyskawicy, rwącej chmurę na strzępy.
— Panie! — wyrzekł ciszej już, lecz jakby się skarżąc i obiema rękoma za głowę się chwycił, gniotąc ją ruchem szaleńca, który czerwia poczuł w mózgu.
— Czemu


Strony: