Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

/> Straszny był; czarne oczy zapadły się w głąb czaszki, usta miał zacięte i sine, twarz zmięta i jakby wysuszoną przez spiekę. Spojrzał nieprzytomnie i szedł bezwolnie ku tronowi, ustawionemu pod purpurowym baldachimem, na terasie. Usiadł i patrzył przed siebie.
Krzyknęły radośnie harfy, upadli na kolana ludzie: tak co dnia o wschodzie witano króla Azisa. Oto dwaj czarni, w pustyni na pętlicy złowieni niewolnicy, przyczołgali się pokornie, w twarz królewską nie patrząc i chwiejąc w rękach kadzielnice, z których wlókł się leniwie wonny dym; w tej chwili targnięte silniej struny harf zagrały głośno, jak grajkowie zbudzeni nagle, dotąd przez sen, bezwiednie grający. Dwanaście dziewcząt, ledwie rozwitych jak wiosenne kwiaty uklękło, ramionami miłośnie ująwszy łkające harfy, śpiewające teraz głośno, bowiem słuchał król Azis; splątały się akordy i zakrzyknęły hymnem; wtedy powstała z klęczek najpiękniejsza z dziewcząt, jaka kiedykolwiek przywieźli z oddalonych wysp handlarze i poczęła śpiewać drgającym z przerażenia głosem pieśń poranna, którą uczona długo, śpiewała co dnia.
„Jak słońce


Strony: