Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

co słoneczne pędzi rumaki. Lśniąca, złocista kurzawa podnosi się w górę, a on leci wciąż jak wichr, aż się płaszcz purpurowy wzdął mu na plecach i owinął go, jak w krwawą chmurę. W biegu szalonym chwycił rycerz pyszną kopję ze złoconem ostrzem, którą mu słońce podało i w górę ja wzniósł... Jest już niedaleko i za chwile jak grom uderzy; w siodle się zaparł i zdarł konia, aby przeskoczyć straszliwa przeszkodę, ołowianą ramę okna. Rumak zamigotał złotemi podkowami, przysiadł na zadzie i znieruchomiał, bowiem w tejże chwili jęknęły gdzieś w oddali harfy, cichym, łagodnym, jakby konającym lekiem. Obudził się z odrętwienia wspaniały król Azis; to jego przyszli witać i uczcić poranna pieśnią. Podniósł się z trudem z rzeźbionego krzesła, płaszcz z siebie zrzucił i powlókł się powoli ku dzwiom, lecz kiedy dwa kroki uczynił, zdawało mu się, że stąpa po krwi; oto słońce, malując purpurowy płaszcz rycerzowi na olbrzymiem oknie, śpiewajacem barwami, rzuciło na kamienną posadzkę pod nogi króla Azisa strumień, jak krew czerwony. Król Azis przebył szybko słoneczny gościniec i stanął we drzwiach.

Strony: