Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

smoka; wabiło kolorami, jak fala, która otarła się o podstawę tęczy, zatopionej w morzu, gorzało jak pożar chmur przed wschodem. Mistrz, który przybył z za morza, życie strawił, malując bezbarwne szkło, na wagę złota kupione u żeglarzy i oto słońce dalej wiodło dzieło mistrza, ile razy padło na olbrzymie okno, cud świata.
Patrzył szklanemi oczyma król Azis i widział jak najpierw siność powlokła jasne okna, jak następnie grad diamentów uderzył szkło i światło złociste poczęło spływać, sącząc się od góry i dziw czyniąc niepojęty, dobywać jęło z sinej pomroki ciało dziewicze, różowe jak płatek róży i pachnące jak słońce; rzuciło na nie pyszną, złota falę włosów, aby miało ochronę przed chłodem, który u spodu okna się przyczaił, chwyciwszy się kurczowo zgrabiałemi od zimna palcami czarnych ołowianych rani; potem ją łyskający grzebień płomieni czesać począł, gdyż za chwilę zniosły słoneczne blaski gdzieś z przestworza na drżących swych rękach cudną koronę diamentową i lekko ją ułożyły na złotej głowie królewny, różowej jak płat róży. Nagle drgnęła urodzona ze słońca


Strony: