Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

spiekły mózg króla.
Omdlał król Azis.
Długo leżał, z głowa pochylona bezwładnie na pysznem, rzeźbionem krześle królewskiem, aż się wstrząsnął nagle, kiedy mu zimnemi rękoma dotknął skroni chłód poranny, który wszedł niewiadomo którędy, przyczaiwszy się gdzieś u wejścia. Król Azis podniósł z ciężkiem westchnieniem omdlałe powieki i spojrzał mętnie poprzed siebie. Siny szron obwiódł marmurowe olbrzymy i drżał w powietrzu. Azis oddychał z trudem i trząsł się na chłodzie, chociaż miękki płaszcz go okrywał; podniósł tedy wielki król oczy na olbrzymie okno, ujęte w zczerniałą sieć ołowianych ram, wśród których rozpełzło się tysiąc kolorów, pomieszanych dziwacznie tak, iż w chwili kiedy je promieniami napoiło słońce, okno poczynało gorzeć płomieniem, drgać tęczą, szaleć kolorami jak kwietna grzęda, na która szalony człowiek bez ładu rzucał ziarna: pyszniło się bardziej jeszcze, niż skarbiec króla Azisa, w którym rubiny, jak wielkie serca krwią pluskały w zadziwione oczy, diamenty grały płomieniem, jak okruchy słońca, a szmaragdy patrzyły złym, zielonym błyskiem, jak ślepie


Strony: