Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

ścianach, spływały ze stropu i, wijąc się, biegły ku kolumnom, gdzie się łączyły w nieustanny, beznadziejny, jednostajny szum, śpiewający straszną, męczącą melodję dalekiego dzwonu, krwawiącego pękniętem sercem. Szum ten ogarnął głowę króla Azisa i dzwonił mu w uszach, jak głębia, kiedy człowiek głowę zanurzy w czeluść wody.
Król Azis słuchał, zastygłszy; czuł, że mu jęk nocy sączy się w mózg przez uszy, przedziera się przez źrenice i zalewa mu usta, jakby się znalazł w wirze tego śmiertelnego głosu i nie mógł zeń wychylić swej znużonej, królewskiej głowy. Więc się jakby położył na szumiącej fali i, dysząc, słuchał jej śpiewu, aż mu nagle w mózgu rozkołysał się dzwon nocy, którego brzegi, z ciemności kute, sięgają morza, i pokrywają góry, a serce królewskie zeschłe i twarde bić o te brzegi poczęło.
— Lęk! lęk! lęk! — krzyczał dzwon jękiem.
Król Azis oczy powiekami nakrył, a palcami chwycił się kurczowo poręczy krzesła.
I słuchał jak mu śpiewała noc, zimne wargi zbliżywszy do jego twarzy.
„Jak śmierć jest twoja trwoga... O! jak śmierć,


Strony: