Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

że nie była to igraszka królewska.
Głowę miał pełną szumów; to żar leniwej nocy krew w nim wzburzył i gnał ją po żyłach, nadmiernie tętniących. Król Azis wyszedł na szerokie, marmurowe schody, pełzające u stóp wspaniałych kolumn, stojących na straży pałacu. Wsparł się o jedną z nich i spojrzał w dyszącą ciężko, parną noc letnią.
Poza ogrodami, poza nieprzeniknionym murem cyprysów, widzialne tylko przez wyłom uczyniony w nim do użytku łaskawych oczu królewskich, spało niespokojnym snem białe miasto, rozległe i pyszne. Znużone gwarem dnia, który skonał z wieńcem na słonecznem czole, jak biesiadnik, ginący od nadmiaru rozkoszy, upojone potęgą swoją jak wspaniały zwierz pustynny, którego poi zapach krwi, śmiertelnie strudzone krzykiem i wrzawą na cześć swego żywota, chodzącego w blasku słońca — legło to białe, marmurem błyskające miasto na złotym, sypkim piasku morskiego wybrzeża, aby odpocząć wśród nocy i ochłodzić się wiatrem, który morze wysyłało noc w noc na wytchnienie panom swoim. Dziś jednak parna noc położyła swoje długie, z nieprzejrzystego cienia uczynione ręce, na morze i


Strony: