Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

król Azis spojrzał w mrok po chwili, ujrzał je już nieruchome, w pysznym stojące szeregu, lekko i bez trudu na swych trefionych głowach dźwigające strop sali, leniwy i bezwładny.
Chciał krzyknąć król Azis, aby mu przyniesiono pochodnię, lecz nie miał siły; poczuł, że jest bezwolny, jak rozbitek, którego niosą fale, głośno szumiąc; oto z pod stropu, wraz „z mrokiem, który opadł jak ciężka chmura, spłynęły groźne szumy i nagle błąkać się poczęły wśród kolumn i szeleścić wśród liści, zdobiących ich pyszne czoła. Przyczaił się lęk w pustej piersi króla Azisa, który, oczy z przerażenia przymknąwszy, począł nasłuchiwać szumu nocy, podobnego do śpiewu odwiecznych drzew, śpiewających tę sama, tajemnicza, groźna pieśń od początku świata o ogniu i o ziemi.
Król Azis bał się poruszyć, tylko nasłuchiwał, zastygłszy w niemej trwodze, jak noc uderzała głucho czarna ręką w marmur, szukając śpiewającego serca i patrzył, jak wyniosłe widma kolumn nadstawiały swoje białe piersi.
Z każdego rogu ogromnej, pustej sali biegły niespokojne, czujne, płochliwe szmery, pełzały po podłodze i po


Strony: