Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

królewskim białym, zawsze drżącym rękom.
Drgnął król Azis, poczuwszy, że dłoń jego ujęła twardą rękojeść noża; to królewskie palce, w szpon zakrzywione, objęły zimna poręcz rzeźbionego krzesła. Po szkliwie czarnych oczu królewskich przebiegł błysk, podobny do śmiechu. A w tejże chwili ruda, płomienista żagiew, jakby rzucona silnem ramieniem męża, zatoczyła łuk przed królewskiemi oczyma i padła, sycząc złym, nieszczęście wróżącym sykiem, pomiędzy marmurowe kolumny. Spojrzał szybko król Azis; to lampa, silniej błysnąwszy, liznęła błyskiem marmury, na płomień nieczułe.
Jeszcze po dwakroć i po trzykroć splamiły się przemijającym blaskiem skamieniałe w pysze swojej przeczyste marmury, bowiem lampa poczęła konać i zanim umrze w niej świetliste wnętrze, błysnęła jaśniej, śmierci swojej świecąc. Nagła ciemność runęła ze stropu i dopiero po chwili białe kolumny, jakby w chwili zamieszania złamały porządek szyku, poczęły jaśnieć wśród mroku i przesuwać się przed oczyma króla, jakby szukały wieczystego swego miejsca, w którem je osadziła moc połączona tysiąca niewolników; kiedy


Strony: