Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

będzie szaleństwem z trwogi. Człowiek taki powinien umrzeć, lecz nie umrze, bo mu ten lęk właśnie broń z ręki wytrąci, a któż z litości zabijać będzie trupa? Powinien się położyć w grób — żywy i kazać się przywalić kamieniem. Niema już dla niego nadziei i słońce dla niego zagasło, jeśli nie oszalał w chwili, kiedy poznał ten niezmierny lęk, który wieje z pustki. Gorze! gorze! noc i pustka! Ten lek wieje znikąd, z pustyni... Szatański strach... Nic w człowieku i nic poza nimi.. Koniec! Koniec! Śmierć po tysiąc razy, co dnia i co nocy, każdej godziny i każdej chwili...
— Aaa! — zawył król Azis i począł uderzać głową o podstawę marmurowego posagu.
O, jak bardzo lękał się król Azis!
Teraz, kiedy patrzył w półmrok, widział w nim drgające kształty każdego z osobna, słowa które nad nim wypowiedział kiedyś stary człowiek, więc mrok gryzł mu źrenice, jak płowy, żrący dym pogorzeliska. Zdawało się Azisowi, że gdyby w tej chwili łzy zalały mu oczy, poczułby niezmierna ulgę; począł tedy pożądać łez, które jednakże, jak zła nowina przychodzą niewołane, długo potem trwając,


Strony: