Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

mówisz o tem, nauczając na rynku, albo w rybackiej przystani?
— Królu Azisie! Rzucają mi sztuki złota i wielbią mnie głośno, abym mówił inaczej. A po twoim kraju chodzi tysiąc ludzi, którzy mają serce próżne jak konchę i wylękłe oczy, a śpiewają o szczęściu; płacą im za to i całują ich ręce i rzucają im palmy pod nogi. Ludzie ci płaczą, kiedy są sami... Kłamstwo pali im wargi, a oni muszą uczyć kłamstwa, bo cóż zostanie, jeśli zginie kłamstwo? A czyż człowiek nie sadzi kwiatów na grobie?
— Rzekłeś!... — szepnął cicho król Azis.
Patrzył długo w starca, potem mówić począł cicho, głosem, który drżał:
— Zbliż się ku mnie... Może jest prawdą to, o czem mówiłeś, chociaż źle mi jest o tem mówić w ciemności; jeśli się mówi rzeczy straszne, trzeba by płonęło sto pochodni, i żeby grały harfy; nie o to cię chciałem pytać, stary człowieku, lecz o inną tajemnicę ludzkiego serca... Jeśli mi możesz odpowiedzieć, mów szeptem... Zbliż się; łaskawy jestem dla ciebie, jak dla nikogo... Powiedz mi jedno: co znaczy, jeśli człowiek, który się nie zatrwożył w swojem życiu


Strony: