Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

oparł i słuchał chciwie. Ptak umierał na zabarwionej krwią fali cicho, bez głosu, przerażonemi tylko skarżąc się oczyma.
Zmarszczył brwi wspaniały król Azis; widać było, że od nadmiernego gniewu drżała mu ręka, kiedy od klęczącego u stóp jego niewolnika brał strzałę drugą. Już mu spędzono w pobliże przerażone i rozpierzchłe łabędzie, przeto bez trudu mierzył w śnieżyste piersi. Siedm zabił ptaków i nie usłyszał ich głosu.
— Czemu nie śpiewały te ptaki, umierając? — zapytał nagle król Azis człowieka, który stał za nim w postawie pokornej, chociaż miał na sobie płaszcz, przetykany złotem i łańcuch wspaniały na piersi.
Człowiek ten, ujrzawszy obrócone na siebie oczy Pana, ukląkł i odrzekł prawie szeptem:
— Ginęły zbyt szybko, o Panie! Nie zaznały męki...
Wtedy mu król Azis w oczy spojrzał i rzekł:
— Kiedy mi się spodoba, zginiesz i ty, ale nie będziesz umierał szybko...
Człowiek ten na twarz upadł i jęczał.
Teraz kiedy się z łoża wśród dusznej nocy zwlókł król Azis, z niechęcią przypomniał sobie zabawę przedwieczorną, zrozumiawszy,


Strony: