Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

zbliżyć do królewskiego łoża, więc zdała czekali na króla wodzowie i ludzie, wysokie piastujący urzędy, z którymi rozprawiał co wieczora o szczęściu swoich narodów, które zaległy brzeg błękitnego morza, albo mieszkały na zielonych wyspach, co jak szmaragdy w toń morska zapadły. A król Azis dopiero z nadejściem nocy ukazał się na tarasie, gdzie stali jego ludzie. Ujrzeli przy świetle pochodni jego twarz i zbledli.
Król Azis spojrzał na nich z podełba, szukając w gromadzie jednego, na którego skinął niecierpliwym ruchem, przechodząc mimo i, nie obejrzawszy się, poszedł dalej. Z gromady, zgiętej w pokornym ukłonie, wysunął się człowiek bardzo stary, cały przyodziany czarno i głowę siwa pochyliwszy, stąpał za królem. Król szedł w ogrodową ustroń, daleko od pałacu, gdzie stał pyszny posag nagiego młodzieńca, napinającego łuk; usiadł na stopniach posągu i podniósł oczy na starego człowieka, który stał przed nim spokojny, choć pokorny. Milczał długo król Azis, potem, rozejrzawszy się pilnie dookoła, rzekł:
— Ty jesteś ten, który mnie uczył czytać księgi?
— Powiedziałeś, królu


Strony: