Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

zimnego potu, jaki się ukazuje na skroniach tych ludzi, których już śmierć zalękła. Musiał ten lęk okropny zostawić ślad na królewskiej twarzy, gdyż syryjskie tancerki, które nago w tej właśnie chwili tańczyły przed obliczem króla, spojrzały na niego trwożliwie, jak sarny, gotujące się do ucieczki.
Nikt nie wie, skąd przyszedł ten straszny lęk na króla Azisa, ani też król Azis tego nie wiedział; błysnął i zgasł, jak błyskawica, która się rozżarzy i umiera, urodzona w przestworzu; lęk ten śmiertelny powiał jak wichr, który niewiadome skąd przybywa: ukazał się oczom królewskim jak widmo, co z mgły się uprządłszy, w mgłę się rozpływa. Czego się miał lękać król Azis? Skinął, a świat do stóp mu się walił i łkał i zmiłowania żebrał; brwi zmarszczył, a mury potężnych miast drżały, jakgdyby nawiedziło je trzęsienie ziemi. A przecież się uląkł i nie wiedział czego... Nie znał przyczyny trwogi i to go jeszcze większym napawało lękiem. Dnia tego, kiedy go nienazwany nawiedził strach, powlókł się król Azis na łoże, głowę czerwonym swym płaszczem owinął i tak trwał. Nie śmiał się nikt


Strony: