Król Azis

Autor: Kornel Makuszyński

krwią, wpadał w nieprzyjacielskie szyki, najwspanialsi rycerze porzucali miecze i włócznie i uciekali, nie mogąc spojrzeć w oczy króla, krzyczące śmiertelną grozą; i było podobno tak, że na łowach w wirujących piaskach pustyni, płowy lew opadł bez sił, gotując się do skoku, kiedy go uderzyły dwa pioruny, oczy króla Azisa, któremu nie zadrgała ręka na cięciwie, ani mu nie zadrgała powieka, gdy miecz wzniesiony drżał nad jego królewską głową. Aż przyszedł taki dzień, kiedy na jedną chwilę ustało serce króla i zabrakło mu oddechu na jedno mgnienie oka: chociaż słońce szalało tak, iż zdawało się, że zimne, bezkrwiste marmury rozpali do czerwoności, po królu Azisie przebiegł tego dnia zimny, śmiertelnie zimny dreszcz i oczy na jedno mgnienie powlokła mu nieprzebita ciemność. Zdawało mu się, że ktoś wybiegł z zasadzki, szybszy niż błyskawica i zimnemi rękoma chwycił go za gardło; czuł, że mu włosy podniosły się na głowie i że krew przestała krążyć w żyłach. Było to przerażenie.
Nie śnił król Azis, gdyż, kiedy przeminęła potworna chwila, a on ręce podniósł do skroni, poczuł na nich krople


Strony: