Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

snów.
A ty tu po co, u stu tysięcy górskich diabłów? Chłopczyna wbił we mnie oczy. jak dwa rozżarzone gwoździe, i głosem pełnym bolesnej determinacji, ostatkiem zrozpaczonego tchu. powiada: — Dajcie narty!
Zimny gniew ogarnął mnie o mroźnej siódmej rano. Czyś ty, chłopie, oszalał?
— Dajcie narty! — krzyczy brzdąc.
Teraz, niemal w nocy? Och, ty Żabi–Koniu! Dajcie narty! woła chłopczyna groźnie. — — Bo potem nie dacie...
— Czy jesteś zapisany?
— Ni... Dajcie narty!
Taką smarkacz zrobił minę, jakby się chciał ze mną bić. co by nadwyrężyło mój honor. Próbuję przeto łagodnie:
— Powiedz, jak się nazywasz, i zgłoś się później. Czarna rozpacz stała się jeszcze czarniejsza w czarnych oczach ślicznego góralczyka. Załamał się w hardej duszy i przygasnął. Powiedział swoje świszczące jak wiatr nazwisko, szumiący jak woda przydomek i odszedł, smętny jak nieszczęście.
Przykro mi się uczyniło. Mały awanturnik ważył się na straszliwy krok z jakichś nie znanych mi powodów. A oczy miał czarne jak czort. Idę rano do szkoły i gadam długo z


Strony: