Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

spoglądam na przesyłaną mi uprzejmie miejscową gazetę, uczciwą i tak spokojną, jak uczciwe i spokojne jest życie miasteczka. Pamiętam, że już przed czterdziestu laty usiłował tam jakiś zuchwały duch wydać pismo „literacko–społeczne”. Potężny to był organ, ale go nikt niestety nie czytał, bo i po co? Skoro rzeka wylała, wszyscy o tym wiedzieli i bez gazety, skoro dom się palił, wszyscy niemal mieszkańcy byli obecni przy pożarze. Straszliwe awantury nie zdarzały się nigdy, przeto niedoceniony przez miejscowe społeczeństwo redaktor gazety drukował w niej wiersze, co ostatecznie poderwało jej byt, i pomarło biedactwo na suchoty. Ciężko mi się robi na sercu, gdyż jako zuchwały pędrak, też już wiersze piszący, czytywałem owe nadobne i melancholii pełne wiersze z przemądrzałym lekceważeniem. Za wiersze zresztą „krwawo–satyryczne” skierowane wyraźnie przeciw „ciału nauczycielskiemu”, omal mnie nie wylano ze szkoły.
Dwóch w owym czasie było nieznośnych i hardych młodzieńców, a trzeci czasem przyjeżdżał z osobliwego miasteczka, pachnącego nafta: Stanisław Wasylewski, dzisiaj pisarz rozkoszny, buszował


Strony: