Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

ja nie. bo nie umiałem historii, to niech pan zrobi, abym ja też poszedł, a ja się nauczę, tylko tatuś się gniewa, a jak pan powie, to się przestanie, i ja bardzo pana proszę.
Jurek S., ulica...”

Boże miły! O, nieszczęśliwy Jureczku! Biedaczek wyobrażał sobie, że niemożliwe jest, aby — gdy ja tego zażądani! — nie zabrali go do cyrku. Nie znałem tego nazwiska ani nigdy nie widziałem tego rozrzewniającego chłopaczka. Sprawa była jednak niemal honorowa — takiej prośbie gentleman odmówić nie może i nie powinien. Poszedłem zrezygnowany do wskazanego w liście domu, aby obronić uciśniona niewinność szlachetnego Jerzyka. Jest na drzwiach tabliczka z takim nazwiskiem. Posyłam bilet, wychodzi jakiś starszy pan, mocno zdziwiony nieoczekiwana literacka wizytą. Dialog jest taki:
— Najmocniej pana przepraszam za najście, ale przychodzę z dziwna prośbą.
— Będę Szczęśliwy, jeśli ją będę mógł spełnić...
Dziękuję z góry; jest to właściwie drobiazg, ale uszczęśliwi jednego uczciwego człowieka. Ależ tym chętniej! O cóż idzie?
— Panie! — mówię uroczyście — syn


Strony: