Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

żrącym płynem i taki o tym napisać felieton, aby ziemia polska jęknęła. „A całe miasto będzie Panu wdzięczne!”
Pewnie, pewnie... Równie wdzięczna byłaby mi jakaś dama, która na moje ręce wniosła skargę na męża, abym mu przypiekł pięty w felietonie. I jakaś madmusela, co mnie prosi o napisanie listu do jej wuja w Ameryce, aby — pawian złośliwy — przysłał jej dolary, lecz żebym ten list przysłał jej w największej tajemnicy, bo jej rodzina także chce pisać do owego wuja, co popsułoby jej interesy.
Należy mieć wiele pogody umysłu, aby przeczytać listy mroczne. Czasem jednak i mnie pasja chwyta i tak mną targa, jak kundel żydowskim chałatem. Tak, tak... Radosne listy przylatują do pisarza jak białe gołębie. Niech przylatują gromadą, niech przylatują srebrną chmurą. A inne jak wrony. Trudno... Życie nie miałoby uroku, gdyby w nim nie było odmiany. Tylko że mój listonosz ledwie już włóczy nogami. Czarne mroczne listy są niezwykle ciężkie. Jak kamienie.
W młodym lesie

Wydałem książczynę, która się nazywa Bezgrzeszne lata.
— Czy miał pan kiedy takie lata? pyta mnie w


Strony: