Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

przeciągle i smutno.
Zdarzyło się jednak, że przyjeżdżał największy i najcudowniejszy z monologistów, jacy kiedykolwiek istnieli, wielki aktor lwowski, Gustaw Fiszer. Wtedy to miasteczko szalało. Sam ksiądz kanonik pierwszy bił oklaski, co było hasłem do entuzjazmu.
O, ileż wspaniałych zmian! Moje miasto ma aż trzy kinematografy. Z każdego w biały dzień bucha wrzask z głośnika, eleganci i nadobne dziewice przechadzają się słuchając muzyki, a na głuchy, smętny dworzec nikt już nie chodzi. Dziewczęta są piękne, a młodzieńcy radośni. Jeden ma nawet białe kamasze. Petroniusz, psiakość! Ulice jakoś się wydłużyły i są jasno oświetlone, bo gazu mają tam w obfitości. Za moich czasów było dwóch policjantów, którzy mieli drewniane szable, bo stal była zbędna. Z kim mieli walczyć? Teraz u zbiegu ulic widziałem eleganckiego posterunkowego, co tęsknym okiem wygląda nadjeżdżającej dorożki, aby mógł „regulować ruch”. Konie doczepione do dorożek pamiętają jednak moje czasy i nie korzystają ze wskazówek, gdyż wóz popycha je we właściwym kierunku.
O, rzewne, śliczne miasteczko! Ze wzruszeniem


Strony: