Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

lekko i skrzydlato, a ten cię kłonicą przez łeb! I zaraz list napisze, lecz nie podpisze się nigdy... Nie z tych powodów, co ludzie dobrzy, lecz by ukryć oblicze zawstydzone i tak nakrapiane gniewem, że pewnie wygląda jak indycze jajo. Stłamsi cię, pisarzu, na amen. Ty do niego z pogodną gębą, a on na ciebie kamieniem z żółci... O proroku Jeremiaszu, ponury piewco boleści! Czego to inni i ja nie nasłuchaliśmy się i za to, i za tamto! Gdyby nie czyste sumienie, powinienem wypić cykutę i „obficie popić wodą” — jak aspirynę.
Liczniejsi od wątrobiarzów są korespondenci uprzejmi, dający wskazówki: co i jak pisać należy. Otrzymuję czasem listy z małych miast, wężowe, chytre listy. „Członek korespondent” szlachetnym, oczywiście! zdjęty oburzeniem, opisuje „straszliwe” skandale, odbywające się w jego rodzonym miasteczku: i o pani doktorowej, i o tym łajdaku wymienionym z nazwiska, co nic nie robi, a żyje, i o bardzo podejrzanym drapichruście, co opętał burmistrza i wodzi go na pasku od spodni. Ja to wszystko mam utłuc w literackim moździerzu — „tak jak to Pan tylko potrafi!” — przyprawić sosem z krwi, podlać


Strony: