Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

się nie zdobędzie. Czy może jednak bez żadnej zapłaty naprawić mi bieliznę? Uczyni to z radosną skwapliwością...” Aby ukryć przed samym sobą wzruszenie po przeczytaniu tego listu, usiłowałem zaśpiewać arię z Cyganerii: „O słodkie ręce, słodkie i niewinne” — ręce pokłute igłą, znużone, drżące i czasem bezsilne.
Gdybym na taki temat napisał nowelę, rzekłby krytyk: „Nudny pan jesteś ze swoją sentymentalną łezką!” — Pewnie, pewnie... Ale pan krytyk nie dostał nigdy takiego listu od biednej szwaczki, która jak gdyby wyszła z książki cudownego Prusa, przeto najprawdziwszego tego zdarzenia w ostrym rozumie nie pojmie. Ale i z tej staruszki, co też list do mnie napisała, rozsądny człowiek będzie się natrząsał, i z niej, i ze mnie, bo ja ten list czytałem wniebowzięty. Starowinka, wiedząc skądciś, że często przebywam w Zakopanem, wykoncypowała sobie, że mnie gnębi gruźlica, przeto czym prędzej na ośmiu stronicach wypisała mi niezawodną receptę. Trzeba czynić jakieś niezmiernie wymyślne hokus–pokus i dziwne ingrediencje przykładać do piersi. Chciałbym dla tej starowinki napisać książkę, co


Strony: