Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

niebiesko i kwieciście. Dzisiaj byczy filmowy amant wygnał wieszcza z rajskiego ogrodu. Nikt się przeto, ukoiwszy rozżalone serce, nie upomina o „trzynaście tysięcy listów miłosnych”. Powiedziałby Zagłoba: „Jechał je sęk!”
Wcale inaczej wygląda literacka korespondencja. Można ja podzielić na „białą” i „czarną” albo na taka, co jeszcze jest pisana łabędzim piórem i niebieskim atramentem, i taka, co jest ryta zardzewiałym gwoździem, pisana arszenikiem, żółcią, smarem i smołą. Wiem od innych skrybentów wspaniałego autoramentu i wiem od siebie, mizernego pisarzyny, że rodacy nierzadko w najtkliwszej z pisarzami żyją zażyłości. Wdzięcznym sercem o tym wspominam... Jest to piękny i uroczysty zwyczaj łamania się z kimś dobrym słowem. List przyjazny, lotny, radośnie zdyszany, pomazany ślicznym uśmiechem, jak złotym miodem lejącym się ze słońca, witany jest w pisarskim zaciszu jak ptak, co na wiosnę z daleka przylata.
„Literata” udaje zazwyczaj, że ma gradowe chmury na czole i śpiące w oczach pioruny. To do fotografii. „Po cywilnemu” jest to człowiek prosty, chory na przerost serca, a na


Strony: