Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

przechadzała się tutaj co wieczora, nie wiadomo czemu i po co? Dworzec pustoszał wtedy jedynie, gdy do miasta przybył teatr, cyrk lub coś w tym rodzaju. Było to zdarzenie o takiej doniosłości, że miasto dostawało gorączki.
Najczęściej przybywał przedstawiciel świetnej ongi. a dziś zagubionej dziedziny: monologista. Był to zazwyczaj stary aktor od siedmiu boleści, nieszczęsny włóczęga, nędzarz i biedaczysko; miał trzy peruki i zuchwałą, straceńczą odwagę. Najpierw sam rozlepiał afisze, w których głosił, że cały świat i Europa szaleje z podziwu dla jego nieporównanej sztuki, a potem chodził po domach w czarnym obleczeniu i w cylindrze i sprzedawał bilety. Wyłaził potem na scenę i ochrypłym głosem wykrzykiwał na początek albo Marsz żałobny, albo Pogrzeb Kościuszki, co widzów przyprawiało o żałobne osłupienie i rozpacz, zaczem zmieniał się „błyskawicznie”, bo zwykle po półgodzinnych przerwach, w chłopa, Żyda, eleganta i nieodmiennie w osobę, nazwaną: „Tenor Kwiczoł, czyli drugi Mierzwiński”. Gadał koszmarne, „dowcipne” monologi, a najśmieszniejszy był ten, w którym udawał kiepskiego tenora i wył


Strony: