Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

babkę, która mu nieomylnie podpowiadała. Radio czasem łże, babka nie łgała nigdy. My umieliśmy wszystko i nie tylko wierzyliśmy w to sami, najśmieszniejsze jest to, że wierzyli w to łagodni nasi czytelnicy. Błogosławione to były czasy, kiedy niewzruszoną prawdą było to, co „stało” w gazecie; gazeta była zatłuszczoną brodą Proroka, na którą przysięga prawowierny Islamiec. „Gazeta wszystko wie!” — to było przekonanie nieszczęsnych abonentów.
Raz mój jeden kolega, wyborny chłop, nie mając żadnej „sensacji” do porannego numeru, napisał, łajdak jeden, że w Ameryce zapaliła się wielkim pożarem... kopalnia brązu. Jak Pana Boga kocham, tak napisał! I, o dziwo! Nikt nigdy nie słyszał, że się brąz kopie, a sto tysięcy ludzi przeczytało to i miało do siebie żal głuchy, że byli dotąd takimi kretynami. Trzeba tylko umieć napisać: z wiarą, z przekonaniem i ze zwycięską odwagą. Stary dziennikarz z naszych czasów, nagle w nocy zbudzony, mógł od razu napisać wszystko o wszystkim. Pan Bóg zakrywał ręką twarzy gwiazdy bladły, ziemia jęczała z rozpaczy i ze zdumienia, a ludzie czytali i wierzyli.


Strony: