Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

obłędu. Świat „wyszedł z formy” i tak napęczniał, jak anakonda, co połknęła (czy też „połknął”) — całego konia. W trzywierszowej notatce dzisiaj jest więcej krwi, łez i nieszczęścia, niż w całej naszej gazecie było tego przez miesiąc. Dlatego wyrobili się jak w medycynie, w której też namnożyło się chorób, doskonali specjaliści. Jak w szpitalu wariatów jeden udaje króla, drugi hrabiego, trzeci geniusza, a inny świętego, jak w teatrze istnieje amant, komik, rezoner i czarny charakter, co zawsze wchodzi na scenę z wykrzywionym zbrodniczo pyskiem, a za nim idzie nieszczęście i śmierć, tak w dzisiejszej redakcji jest zawodowiec od polityki, od giełdy, od teatru, od dowcipów, od krwi i od innych siedemdziesięciu plag egipskich. Jest specjalista od wesel i pogrzebów, od rubryki „przyjechali” i od rubryki „odjechali”, czyli „umarli”.
Za naszych czasów nie było takich wybornych speców; dziennikarz był encyklopedią, polihistorem, politykiem, felietonistą i umiał, szelma, przepowiadać pogodę lepiej od Pima, orientował się bowiem wedle „darcia w nogach”. Każdy zresztą miał jakąś zreumatyzowaną


Strony: