Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

lat żyłem w takich zespołach i wedle rozumnej zasady wariatów, wedle której wariat uważa siebie za spokojnego filozofa, a wszystkich innych za wariatów, patrzyłem na moich kolegów z litościwym kiwaniem głowy nie wiedząc o tym, że oni na mój temat też uderzali się znacząco palcem w czoło. Popularniej mówiąc, ja też byłem redaktorem. Stąd pochodzą te siwe pasma w mojej czuprynie, dlatego czasem budzę się w nocy z wielkim krzykiem, bo mi się śni, że mam w brzuchu telefon, a niezmierna gromada nieboszczyków pochyla się nade mną z groźnym pomrukiem: „oddaj duszę!” — Z tego to powodu obchodzę dziennikarski jubileusz.
Jest to okazja wyborna, aby sobie przypomnieć, jak wyglądała dawna redakcja gazety, i opisem jej zdumieć młode dziennikarskie pokolenie wielkich panów, mających na swe usługi ajencje prasowe, linotypy, telefony, radio, telefotosy, rotacyjne maszyny i sto innych oszalałych wynalazków. Tylko siąść i pisać, a potem usmażyć to w roztopionym ołowiu. Nie takie książęce mieliśmy życie, my, stare redakcyjne konie, chodzące przez dzień i noc w skrzypiącym kieracie. Nieprawdaż, siwi koledzy, którzy się nie


Strony: