Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

dotąd zgodzić, w którym z trzech przybytków namiętności temperatura jest wyższa: czy w teatrze, czy w domu obłąkanych, czy redakcji?
Osobistej opinii wyrazić nie mogę, znam bowiem dobrze jedynie teatr i redakcję, lecz do szpitala wariatów, pomimo wybitnych w tym kierunku zdolności, jeszcze nie dojrzałem. Psychiatrzy patrzą na mnie jednak z ciekawym zainteresowaniem i robią miny na temat: „przyjdzie koza do woza!” — Widać z tego, że długoletnie zajmowanie się teatrem i długoletni pobyt w wielu redakcjach tak wybornie przygotowuje do kariery łagodnego melancholika, jak gimnazjum do wyższych studiów uniwersyteckich.
Każdy wie, że teatr jest przybytkiem wytwornych pomyleńców, nie każdy wie, że i w młynie redakcyjnym obiecujący młodzieniec ulega powoli, dzień za dniem, lekkiemu pomieszaniu klepek, wzburzeniu umysłu i zatraca wszelką miarę, wedle której funkcjonuje serce. Łagodny poczciwiec blękitnooki, dobroduszny człowieczek, którego w wielkiej redakcji mianowano łapiduchem, specjalistą od krwi i zbrodni, staje się tygrysem, któremu życie by obrzydło, jeśliby nie miał na codzień ze dwóch nieboszczyków, a na


Strony: