Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

sam punkt widzenia na politykę Clemenceau, co nasz kelner, Paul. Gdyby ten wielki mąż wiedział o tym, gardziłby nami. Ha! Cóż jednak było robić, kiedy kelner Paul był nieubłagany i drapichrust wcale niemały, świetne miał oko i liczył kreski nieomylnie. Oby przez całe życie pił wodę...
Raz późniejszemu księciu poetów po politycznej dyskusji zrobił piekielną awanturę o głupi naparstek tego fałszywego koniaku. Wtedy oburzony książę podjudził nas i przenieśliśmy się z naszej kawiarni do szynku, który się zwał: Pod piękną Polką. Na szyldzie namalowali babę w konfederatce, grubą jak podolski piec, dzierżącą w każdej ręce szklankę z piwem. Śliczna była Polka, niech ją ślimaki zjedzą, bo tara dawali dobre ślimaki z czosnkiem, co było dość korzystne, bo kiedy zjadłeś ich dwa tuziny, najgorszy wróg uciekał od ciebie w stronę przeciwną wiatrowi. Trzeba było prędko wiać od „Pięknej Polki”.
Razem ze złotym zmierzchem, w którym paryskie dachy i cudownie pokraczne kominy wyglądają jak kraj zaczarowany, kończyło się „życie paryskie”, a na poddaszach, w izdebkach, pokręconych jak życie; ciasnych


Strony: