Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

bardziej że talerze nie były zbyt sfatygowane. Podstawą pożywienia naszych błogich czasów paryskich były ostrygi portugalskie (dziewięćdziesiąt centimów tuzin, licząc hurtem: żywe i już dogorywające) i mięso końskie. Myślę, że cyganeria paryska przyczyniła się walnie do tego, że dzisiaj Paryż nie ma koni. To my zjadaliśmy je metodycznie, zawzięcie i uparcie. Stare szkapy dostawały obłędu na nasz widok i rżały żałośnie. Funt rumaka pełnej krwi kosztował dwa susy (dlatego mówię z polska „susy”, aby wszystkie terminy przypominały kawalerię). Można się było pożywić i ukoić polska naturę rwącą się do koni. Osioł w kształcie kiełbasy był cokolwiek droższy i dlatego gatunek ten jeszcze ocalał.
Z napojami było łatwiej. Istniał wonczas w Paryżu miły zwyczaj, że do czarnej kawy dodawano odrobinę niby koniaku, nalewanego z butelki, opatrzonej podziałką. Na twarz wolno było wypić niewiele — od kreski do kreski. Życie jednak jest zawsze silniejsze od wykreskowanych przepisów. Nam wolno było chyłkiem ułowić nawet trzy, nawet cztery kreski, jednakże za cenę oportunistyczną, udawaliśmy bowiem, że mamy ten


Strony: