Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

papierośnicę, która robiła takie błyskotliwe miny, jak gdyby uczyniona była naprawdę z cennego metalu. Kiedy urzędnik w lombardzie był w dobrym humorze, dawał za nią pięć franków, złośliwiec rzucał najpierw złe spojrzenie, a potem rzucał papierośnicę z powrotem. Umieliśmy jednak gadać wesoło nawet z tymi ludźmi, co słuchali tylko narzekań i płaczów i nie mogli się wzruszać. Na rue de Rennes był taki jeden urzędnik (oby miał pociechę z dzieci!), co za tę głupią papierośnicę dawał dwadzieścia franków. Ten człowiek miał do nas słabość. Za to ma do dzisiaj zapewne tę papierośnicę, bo tylko wariat z dziada pradziada dałby za nią dziesięć franków.
Raz jeden było bardzo źle. Papierośnica była w zastawie, marzec był kaprawy, deszczowy i zimny. Jedynym ciepłym stworzeniem, które nam okazywało współczucie, był żelazny piecyk, dostawiony do paryskiego kominka, odznaczającego się tym, że ciepło z niego wychodzi, a za to wchodzi wiatr. Paliło się w tym piecyku, więc huczał i tym huczeniem zwrócił naszą uwagę. I sprzedaliśmy piec, żywy, gadający, jeszcze ciepły piec! Do dziś nie mogę zapomnieć jego


Strony: