Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

pasją i głupio. Bracia — więcej niż bracia rodzeni. Przyjaciele — lepsi od Kastora i Polluksa. Wspólny jedliśmy chleb i to samo kwaśne piliśmy wino. Zegnani przez paryskie opętanie ze wszystkich stron ojczystej ziemi, bezportkie Gaskończyki, związani byliśmy dolą i niedolą i nie można było „na oko” odróżnić naszych serc, tak jedno do drugiego było cudownie podobne i rytm ich był taki sam: nagły, szybki, popędliwy, niespokojny. Cóż mogła zrobić tępa, głupawa bieda z takimi, którzy śmieli jej się prosto w nos? Trzeba zaś dodać, że bywaliśmy bardzo dowcipni; nic bowiem tak nie zaostrza dowcipu, jak racjonalna dieta. Chytre eskulapy od nas nauczyły się systemu leczenia głodem zbolałych ciał i zatłuszczonych dusz. My nie umieliśmy wykorzystać doskonałego wynalazku, na którym inni robią majątek. Za to wesołość nasza była szeroka, czasem bowiem cala dzielnica za naszą mizerna sprawą dostawała szału i małego kręćka.
Umiejętność bytowania doprowadziliśmy do mistrzostwa, które mogło zdumieć nawet przemyślnych Francuzów. Wszystkie paryskie lombardy znały nasz wspólny skarb, dość parszywą, prawie srebrną


Strony: