Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

/> Powiadał u Marka Twaina jeden Amerykaniec:
„Dżentelmeni! Rzym miał Cezarów, Kapitol i inne takie rzeczy, lecz czy Rzym miał wodospad dwudziestometrowy, jaki ma nasze miasto? Nie miał! Więc kto lepszy?”
Pozdrowiłem bohatera ukłonem i poszedłem do Olszynki, co szumi starodrzewiem. Paryski Lasek Buloński ani się umył do tego nadobnego gaju, który przed laty przedziwnymi pysznił się urokami. Co niedzieli urządzano tam festyny i zabawy: raz „Sokół” dziarski, co hucznie o tym śpiewał, że trzeba nowymi siłami pchnąć „ospały i gnuśny, zgrzybiały ten świat”, innym znów razem jakiś inny szlachetny związek. Niewysłowiona zabawa polegała na tym, że grała wojskowa muzyka, a naród chodził przez kilka godzin tam i z powrotem.
Dla „tłumu” stawiano wysoki maszt srodze namydlony, a na jego szczycie dyndały kiełbasy, szelki i tym podobne albo jadalne, albo pożyteczne rzeczy. Kto dotarł do szczytu i zerwał te wspaniałości, tego obnoszono w tryumfie, o ile nie uciekł z kiełbasą, obawiając się zbyt wielkiego zamieszania. Chytrzy specjaliści smarowali ręce i bose nogi popiołem i walne odnosili zwycięstwa. Do


Strony: