Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

oddałby jej jednak oszołomiony młodzian ówczesny za najtlustszy dobrobyt i za wszystkie skarby świata, choćby warte były razem tysiąc franków, przeraźliwą wonczas cyfrę, którą operował jedynie Flamarion w paryskim obserwatorium. Tysiąc franków, tak czy owak, wzięliby diabłowie i kupcy jako diabłowie zachłanni, a z tych biednych dni, złoconych cudownymi zachodami słońca, z tych szczęśliwych dni wolności, wolności rozśpiewanej i szerokiej, ulepił człowiek niejedną książczynę i ma w skrzyni zapas wspomnień rzewnych i pięknych.
Czasem, kiedy się zejdą stare z owych czasów „paryżany”, siadamy oklep na wspomnieniu i prędzej, niżby zdążyła iskra elektryczna, jesteśmy już w jakimś naszym paryskim zaułku. Jeden jest ambasadorem, jeden rektorem akademii muzycznej, drugi rektorem akademii malarskiej, ten sławnym dziennikarzem, ten skrzypkiem rozgłośnym, ten pisze mizerne książki (to ja!) — tamten rzeźbiarzem niezwykłej miary, A wtedy? Łapserdaki od siedmiu boleści i z siódmego piętra, chłopaki wesołe, rozigrane, zapalczywe, rozgorzałe, głodne, śmieszne, malujące zachłannie, grające na gęślikach, piszące z


Strony: