Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

pieniędzy”. Każda nacja miała takich swoich przedstawicieli, zaludniających Montparnasse i napełniających dzielnice rozgwarem najrozmaitszych języków, skąd pochodzi opowieść, że kiedy jakiś nieopatrzny Francuz sprowadził się do niej, powiesił się po tygodniu z tęsknoty za Francją.
Były jednak inne mnogie tysiące takich, co chcieli wypić kastalskie źródło do cna, co pili zachłannie słońce tego Heliopolisu, wypatrywali oczy aż do bólu, nasłuchiwali każdego jego jęku lub krzyku radości. Tacy chodzili jak somnambulicy, jak odurzeni, w ciągłym zachwycie, co nie zważa na głód i udrękę. Wiele było tego głodu, cokolwiek za wiele. Ziomkowie w ojczystej ziemi radzi, że artystyczny narwaniec znikł im z oczu, nie odpowiadali zwykle na listy, wołające krwawym głosem, a ponieważ narwaniec nie miał swego conta w Banku Francuskim, dość jadowite nastawały czasy. Lekkomyślność siwiała z rozpaczy i Sekwana wzbierała czasem od łez polskiej cyganerii. Taka jednak była tajemnica ówczesnego Paryża, że rozpacz nie trwała zbyt długo i była jakaś lżejsza do zniesienia.
Cygan–poeta ratował okruszyną chleba


Strony: