Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

okrywały duchy wzniosłe i świetne.
Poza policjantami szczególną nienawiść okazywali pelerynie dozorcy domowi. Stróże wiedzieli jedno, że gdy się w pokoiku na poddaszu zagnieździ jedna choćby peleryna, niby straszliwie samotna, za dni kilka wpełznie chyłkiem do spokojnego domu cała ich czereda i tak się rozmnoży, jak Żydzi na folwarku następcy tronu w Faraonie. Peleryniarze byli diabolicznie podstępni i zbrodniczo chytrzy. Nikt nie mógł dojść nigdy, kiedy się taki wprowadził i kiedy się wyprowadził? We dnie mieszkał zazwyczaj jeden, na noc jednak zmieniało się poddasze w przytułek dobrego brata Alberta, co też był malarzem i też szara nosił pelerynę. Stróż domu tracił nieliczne zmysły od rozlicznych rozpaczy. Zamiast obola za otwarcie bramy podawano mu przyjaźnie rękę, nie chcąc niby marnym datkiem obrazić ludzkiej godności pana Michała.
Toteż raz jeden cerber przy Szpitalnej ulicy w Krakowie zawziął się, jucha, i na wszystkie skomlące zaklęcia głuchy, dopóty nie otwierał piekielnej bramy, dopóki mu się przez szparę nie wsunęło pieniążka. Aż tu jednego razu takeśmy otumanili jakiegoś zacnego


Strony: