Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

poduszką, miękką, dobrą, przytulną. Toteż po nocnej udręce wyglądała wygnieciona, jak ten, co wychodzi z przesłuchania w skarbowym urzędzie, co jednak zuchwałej jej wspaniałości żadnej nie przyniosło ujmy. Przeciwnie! Czapeczki studenckiej używa się czasem rozmyślnie do czyszczenia butów, aby nabrała „patyny”. I nasza peleryna musiała mieć pozór znękanej, wysłużonej i zniszczonej, niby że jest taka stłamszona przez to jadowite życie, co w owych czasach najgorszej zażywało sławy:
„Psiakrew, to życie takie złe!”
Życie nie było wcale złe, tylko wieszcze mieli kiełbie we łbie, więc zgrzytali zębami i zawracali białkami oczów. W jednej operze tak śpiewają:
„Ja się nie lubię włóczyć w cieniu tych platan (!), bom ja szatan!”
A myśmy byli szatani, że aż ha! Dekadenci, opilce, zakały świata, opryszki, zbójeckie gęby. Do dzisiejszego dnia pozostało mi w oczach mordercze spojrzenie...
Zapewne dlatego spokojny świat, najedzony i dostatnio odziany, okazywał żywy niepokój na widok peleryny.
„Idzie Molski, za nim oda.”
Za nami szła peleryna, strój kalabryjskich


Strony: