Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

„Nie zaglądaj za parawan i w cudze pantofle!” — ale nie zaglądaj też Młodej Polsce pod pelerynę. Co cię to obchodzi?
Pan Dumas opowiada, że muszkieter Portos okryty był wspaniałym płaszczem, a szpadą chciał przeszyć robaczywe serce każdego zuchwalca, co by śmiał zajrzeć pod ten płaszcz, okrywający nędzę. Peleryna była takim płaszczem Portosa. Powiada Szekspir: „Piotrze, daj wachlarz tej damie, bo jej wachlarz piękniejszy jest od jej twarzy!”
Peleryna była takim wachlarzem szekspirowskiej donny. Rzeklibyśmy dzisiaj, że była „dymną zasłoną” — kosmatą chmurą, co okrywała swoistą, wcale oryginalną modę, malownicze, bezportkie (!) niedostatki... Zamiast o „doświadczeniu” zakrzyknąłby o niej Słowacki: „O peleryno, ty jesteś pancerzem!” — A zarówno namiotem, w którym wieszcz, na świat obrażony, ukrywał się jak bulgoczący gniewem Achilles.
Nie zdołam w krótkiej, acz tak uczonej rozprawie wyśpiewać pełnej chwały najcudowniejszego tego stroju. Kto go nie używał, nie pojmie, czym była peleryna dla naszej młodości „górnej i chmurnej”: więc przenośnym domem, ale i kołdrą, ale i


Strony: