Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

sięgającego ziemi, zawsze przystanie i mile, nawet z rozczuleniem, na nie spojrzy, rzewnym uśmiechem je pozdrowi... Nie uczyni tego żaden młody, dostatnio odziany, a czcigodną pelerynę znający tylko ze słyszenia lab z obrazka, lecz stara gwardia, wysłużone bojowe konie i jaskiniowce, przedziwny mają dla niej sentyment.
Dawno temu, dawno — w „okresie burzy i naporu” — w tych zamierzchłych czasach, kiedy ludzie czytywali jeszcze książki i kupowali obrazy, kiedy wykrzykiwali gromko: „miej serce i patrzaj w serce!” — kiedy jeszcze Andrzej Włast nie władał światem, kiedy rym żył z rymem w parze jak gołębi para, a asonanse nie szczerzyły zuchwale zębów — wtedy ta peleryna była hieratycznym strojem. Twórca wszelkiego zawołania musiał mieć pelerynę, jak ksiądz sutannę lub jak żołnierz mundur. Długie włosy, kołnierzyk o barwie ornej ziemi i krawat przypominający rozwianą piracką banderę lub czarną chorągiew rycerzy Giovanniego delie bande nere — były jedynie dodatkami do peleryny. Poetyckie pisklę czy też malarzyna, co nie umiał jeszcze malować parkanu, czynił gwałtowne zabiegi, aby przede wszystkim zdobyć ten


Strony: